i po świętach...
wszystko się zmienia, zmienia się moje podejście zmienia się podejście rodziców, tylko dziadkowie wciąż starają się być konserwatystami... nie zapamiętam tych świat. są chwile nie warte wspominania, nie warte do wracania, myśli cofania.... śmieszy mnie fakt paranoi świątecznej. Biegamy, pędzimy, gonimy, gnamy... ale chyba zapominamy o tym sensie świąt.
Zapominamy o tej istocie świąt, wciąż starając się by było idealnie. Ale idealnie być nie może, dziadek rozleje barszcz, babcia przypali mak, w najmniej odpowiednim momencie pęknie naczynie żaroodporne, nagle przewody w czajniku przestaną łączyć a wodę na herbatę zmuszeni będziemy gotować w garnku, nocą wywróci się choinka, pobiją się bombki a może zabraknie opłatków. Nawet jeżeli uda się przeżyć wigilię bez niepotrzebnych docinek, sarkazmów i krzywych spojrzeń przed nami finał-wręczanie prezentów. Jeżeli nikt się nie skrzywi, nikt nie spuści wzroku w znaczącym geście możecie poczuć powiew dumy że się udało. Jeżeli życzenia będą szczere, życzliwe i bez ukazywanie innym swojej wyższości możecie być dumni. Ale gdy uda się całą rodzinę wypędzić na pasterkę, gdy dzieci nie udadzą się zamiast w kierunku kościoła, w kierunku lasu, gdy dziadkowie, ojcowie i mężowie nie stracą rachuby z ilością alkoholu i możliwościami organizmu gratuluję i szczerze zazdroszczę. nie tylko ja... myślę że większość z was.
a na pokrzepienie wszystkich serc które po tym całym świątecznym rozgardiaszu potrzebują chwili odetchnienia ...
serdecznie polecam :)
http://www.youtube.com/watch?v=T3Os0dBU6N4
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz